jestsens
Chcesz otrzymywac zapowiedzi najciekawszych wydarzen mailem?
Podaj adres email:


Archiwum newslettera
jarmark

Świadectwo Ani

Doświadczyłam tego, że Jezus naprawdę istnieje i że nie jest wymysłem ludzi.


Mam na imię Ania. Rok temu skończyłam historię sztuki.

      Kiedyś uważałam, że należy zachować dystans do spraw związanych z wiarą. Tłumaczyłam to sobie tym, że trzeba we wszystkim zachować umiar, a tak naprawdę bałam się oprzeć swoje życie na wierze, na Bogu.

Sytuacja w mojej rodzinie – mój tata jest nieuleczalnie chory, a moja mama miała poważny wypadek samochodowy i była długo nieprzytomna - sprawiła, że zaczęłam odczuwać ogromny lęk przed przyszłością i niechęć do życia. Czasem myślałam nawet, że wolałabym umrzeć.

Na studiach pod wpływem racjonalnego, intelektualnego podejścia do spraw wiary budował się we mnie jeszcze większy dystans do religii, miałam wiele chwil zwątpienia w istnienie Boga. W takich momentach wydawało mi się, że ludzie wymyślili Go sobie, żeby im się lepiej żyło.


      Kiedy byłam na trzecim roku studiów, zachęcona przez koleżankę, poszłam na czuwanie modlitewne do kościoła Paulinów w Warszawie. Tam poszłam do spowiedzi. Ojciec, który mnie spowiadał, powiedział mi, żebym poszukała dla siebie jakiejś wspólnoty.

Po dwóch miesiącach zaczęłam przychodzić na spotkania jednej ze wspólnot akademickich w Warszawie. Poznałam tu ludzi, którzy rozmawiali ze mną o Bogu. Zaczęłam budować na nowo moją relację z Nim. Tu doświadczyłam tego, że Jezus naprawdę istnieje i że nie jest wymysłem ludzi, ponieważ On zaczął leczyć mnie z niechęci do życia, przywrócił mi jego sens. Dał mi (i nadal daje) niesamowity pokój wewnętrzny i radość, zabrał lęk. Doświadczam Jego miłości i mogę ją przekazać także moim rodzicom. Wiem, że Jezus jest obecny w mojej rodzinie i że nam pomaga. Jest zawsze blisko nas, szczególnie w trudnych momentach.


      Nie chcę już podchodzić z dystansem do spraw wiary, nie boję się oprzeć swojego życia na Jezusie, ponieważ wiem, że On chce dla mnie jak najlepiej, bo mnie kocha.